by Nostalgia » Wed Nov 24, 2010 5:55 am
Ktoś tu jeszcze jest? Bo chcę spytać o opinie na temat zadania z polskiego. Proszę, oto ono:
Wierzycie w duchy? To posłuchajcie.
Była ciemna, pochmurna noc. Pełnia księżyca nie poprawiała specjalnie atmosfery, chociaż był to ostatni dzień roku i większość osób się cieszyła. Znajdowałam się w ruinach zamku, niegdyś zamieszkałego przez wspaniały ród Salen. Usłyszałam za sobą szelest. Odwróciłam się i zobaczyłam piękną dziewczynę w białej sukni ślubnej i z długimi, rozpuszczonymi włosami. Ruszyła w moją stronę, a gdy zatrzymała się przy oknie, nagle zabrakło mi tchu. Poświata księżyca przenikała przez nią, uwydatniając srebrzystość skóry i ubrania. Cofnęłam się, aż za plecami poczułam zimną, kamienną ścianę. Jęknęłam. Nie miałam szans na ucieczkę. Zjawa znów zbliżyła się do mnie ze smutnym uśmiechem.
- Proszę. Chodź ze mną. - zaczęła.
Rozglądnęłam się dookoła w poszukiwaniu jakiejś broni i prawie umknęła mi dalsza część wypowiedzi.
- Błagam. Musisz mi pomóc. - Dziewczyna prosiła.
Powoli przytaknęłam. Charakter nie pozwalał mi odmówić pomocy komukolwiek, nawet duchowi. Zjawa jakby się rozpogodziła i wyciągnęła do mnie rękę okrytą śnieżnobiałą rękawiczką. Dotknęłam jej. Zainteresował mnie fakt, że była całkiem normalna, jak zwyczajny materiał, ale nie zdążyłam tego rozważyć, bo dziewczyna już zaczęła mnie ciągnąć za rękę i ponaglać. Biegłyśmy przez zamek aż w końcu dotarłyśmy do wieży księżniczki Anny, tragicznie zabitej w dniu swojego ślubu. Spojrzałam na zjawę i zaparło mi dech.
- Wiesz, kim jestem. - stwierdziła Anna, wzdychając głęboko.
Pokiwałam głową i zerknęłam na resztę komnaty. Moją uwagę przykuła mosiężna szkatułka, leżąca na środku łóżka. Wyciągnęłam w jej stronę rękę, ale zjawa mnie powstrzymała.
- Nie tak. Musisz mieć klucz. - stwierdziła, podając mi mały, metalowy przedmiot.
Otworzyłam dłoń i przyjrzałam się kluczykowi. Był bogato zdobiony i piękny. Po chwili przerwałam oględziny i wsunęłam kluczyk do zamka w skrzyneczce. Przekręcił się lekko i zdziwiłam się, że przedmiot nieużywany od ponad trzystu lat może nadal tak wspaniale działać. Wieczko szkatułki odskoczyło i moim oczom ukazały się istne skarby. Listy ukochanego księżniczki. Kątem oka zauważyłam zachęcający uśmiech Anny i wybrałam jeden z papierów. W trakcie czytania zamarłam. Książę opisywał, jak zamierza ją zabić i pisał, że nie ma dla niej szans. Skończyłam czytać i odwróciłam się do Anny.
- Co mam zrobić? - spytałam, przerażenie wciąż widoczne na mojej twarzy.
- Powiedzieć innym. Chcę, żeby nie był już uważany za bohatera, biednego księcia, którego przyszła żona utopiła się w dzień ślubu. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, jaki naprawdę był. - zjawa odpowiedziała z żarem.
- Ale...czemu? - zapytałam, nadal nie mogąc pojąć jednej kwestii.
- Chciał mnie poślubić tylko dla pieniędzy mego ojca. A ja, głupia, wierzyłam, że mnie kocha. Myślał, że po przeczytaniu listu będę za bardzo spanikowana, żeby komuś powiedzieć. Tutaj się pomylił. Wiedziała moja służąca, ale niestety mój narzeczony zmienił plany i zdecydował zabić mnie wcześniej, a służącą oskarżył o wiedzenie o moich zamiarach. Spaliła się na stosie. - odparła Anna, wycierając łzy, które wypłynęły z jej oczu w trakcie opowieści.
- Obiecuję, ta sprawa wyjdzie na jaw. - przysięgłam, wychodząc z pokoju z listem w ręku.
Dwie godziny później już byłam przesłuchiwana. Oddałam policji list i opowiedziałam o służącej. Powiadomiłam ich także o szkatułce na wieży. Po szczegółowym przepytaniu zostałam wypuszczona, więc wróciłam na zamek. Błąkałam się po nim chwilę, wołając Annę, aż w końcu znalazłam ją na dziedzińcu. Zauważyłam szczęśliwe łzy na jej policzkach.
- Dziękuję. W końcu mogę odejść. - szepnęła.
Usłyszałam zegar wybijający północ.
-Niedługo skończy się rok. - skomentowałam.
- Tak. A w nim nie będę tu straszyć. - powiedziała Anna.
- Już idziesz? - spytałam, znając już dobrze odpowiedź.
- Tak. - odpowiedziała, rozpływając się we mgle wraz z ostatnim uderzeniem zegara.