Ma na imię Lorelei, zdrobnienie to Lei. Jest lisem, ale ma jakiś metr wysokości. Ma śnieżnobiałe futro i szafirowe oczy z długimi czarnymi rzęsami. Większość jej ogona, łap i uszu pokrywa jasno niebieski ogień. Jej nos wygląda jak czarny kawałek węgla, który jeszcze trochę świeci na błękitno. Na boku i każdej z czterech łap jest granatowe słońce, które też świeci. Ma ogromne, czarne anielskie skrzydła, trochę potargane i poniszczone, ale nadal piękne. Pokrywa je ogień o odcieniu atramentowego niebieskiego. Nie nosi broni, a spotykanych wrogów ludzi podpala lub parzy ogniem.
Znowu to samo. Ludzie. Co oni niby wiedzą? Uważają się za władców świata, a nawet nie umieją przetrwać bez ubrań i domów. Żałosne stworzenia. - jej opinia o ludziach.
Nigdy nic nie wychodzi dobrze. Zawsze coś musi pójść źle. Najczęściej jakiś zwierzak wskoczy mi przed nos w ostatniej chwili, spłaszając zdobycz. Czemu ktoś stworzył takie małe bachory? - opinia o zwierzętach (nie liczą się tygrysy, wilki i wszystkie drapieżniki).
Dlaczego musiałam się urodzić? Wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby mnie nie było. Ale nie, moja matka musiała chcieć córkę! To ją ma, proszę. A czy teraz jej się podobam? Oczywiście, że nie. Nikomu się nie podobam. Nawet sobie. - opinia o sobie(częściowa. Ogólnie myśli, że jest beznadziejna).
-Taka sama jak wszyscy. Okrutna, okropna, beznadziejna! Wszystko jest moją winą! Czy wszyscy inni są idealni?!? Ja się nie zgadzam! Nie chcę! Wychodzę! Żegnam.- ostatnia rozmowa z matką przed odejściem.
Proszę. Nie musisz zdążyć. Nawet jeśli skończysz za rok, to będę szczęśliwa. ^-^